niedziela, 13 lipca 2014

Rozdział VIII "List"

Leon
Zataiłem się w błogiej świadomości, że mój związek z Violettą był błędem. Gdy ją torturowali nie mogłem nic zrobić, a teraz może przez to nawet umrzeć. Zawiodłem ją. Nie jestem dla niej odpowiedni. Po prostu muszę się pogodzić z tym, że nie jestem w stanie się o nią zatroszczyć, ani zadbać o jej własne bezpieczeństwo. Nie wiem w ogóle dlaczego pojechałem na tą cholerną policję! Wiedziałem, że nie powinienem tego robić. 
Tomas trzymał pistolet raz nad głową Violi, raz nad moją. Nie mogłem nic zrobić. To była moja wina. Nie mogłem jej obronić.. Tak bardzo chciałbym ją przytulić, ale wiem, że to tylko pogorszy sprawę. Tomas dotknął policzka Violi, po czym wziął nóż ze swojej kieszeni.
- Za to, że mnie zostawiłaś- powiedział ze złym uśmieszkiem.
Już unosił nóż, aby zadać Violettcie cios, ale ja mu przerwałem:
- Nie rób jej krzywdy.
- Myślisz, że twoje wywody, coś mi dadzą?
Po czym odwrócił się w stronę Violetty, i ciął jej nogi. Ona wrzeszczała i krzyczała, a ja zacząłem się katować z bólu. Nie chciałem żeby cierpiała. I wtedy zauważyłem, że nie jestem przywiązany. Rzuciłem się na Tomasa, odbierając mu broń. Teraz to ja miałem broń w ręku. Wziąłem Violettę w ramiona, równocześnie grożąc Tomasowi bronią. Rzuciłem pistolet w krzaki, gdy byliśmy w samochodzie. 
- Będzie dobrze, Violu. Będzie dobrze- mówiłem, kierowałem samochodem, jednocześnie gładząc ją po ramieniu. Była taka przerażona. I cała się trzęsła. A ja nie mogłem nic zrobić.

Violetta
***  
Moje myśli pełzały po krańcu wodospadu. Myślałam, że spadnę, i nigdy się nie wyłonię. Ale ktoś podał mi rękę. Chwyciłam ją. Otworzyłam oczy. To był Leon. Znowu mnie uratował. Był moim księciem z bajki. 
- Przepraszam- szepnął mi do ucha. 
Puścił mnie, a ja runęłam w dół. Spadałam, utopiłam się. Powoli moje oczy się zamykały. Ale go nie było. Znikł. Nie wiadomo dlaczego. 
***  
Byłam w małym pomieszczeniu. Znowu. Ale tym razem nikogo nie było. Nie było Leona. Tylko kartka pozostawiona na drewnianym stoliku. Znowu ta sala. Te wspomnienia, gdy Tomas mnie porwał. Ręce mi się trzęsły. Wzięłam kartkę, szybko oddychając. Nie chciałam wiedzieć, że ta kartka była napisana przez Leona. Czytałam ją powoli:

Violetto.  
Wiesz, że bardo cię kocham. Nigdy nie przestanę. Bo tylko dzięki tobie jestem szczęśliwy. Ale zawiodłem cię. Gdy on cię bił, gdy cię porwał, gdy chciał cię zabić, ja byłem bezbronny. Nie chcę, żeby kolejny raz to się powtórzyło. Bo wiesz, że tylko dzięki tobie mój świat ma sens. Ale nie mogę już tak dalej. Mam wyrzuty, że nie mogłem nic zrobić. To była moja wina! Rozumiesz? Dobrze wiesz, że się kochamy. Ale nie chcę żebyś cierpiała. Dzisiaj nie mogłem ci pomóc, a to znaczy, że nie jestem dla ciebie odpowiedni. 
Bardzo cię kocham, i Przepraszam. 

 Przed oczami zobaczyłam go. I wszystkie nasze wspomnienia. I ciągle słyszałam ten jeden szept "Przepraszam".  Ale nie było już rady. Jego szept był delikatny. Leon wyłonił się zza drzwi, a ja uśmiechnęłam się, jednocześnie szlochając. Chciałam by mnie przytulił. Wspomógł. Pomógł zapomnieć. Zrozumieć. Ale on.. znikł. Tak jak w moim śnie. 

---
Nie jest długi..
Ja wiem, wiem.. miał być długi. ;C
Przepraszam, ale jakoś nie mogę
na GG złapać Katie, i niestety
pisany tylko przeze mnie.
Sory Katie, że nie mogę z tobą skonsultować
co planuję dalej w tym opowiadaniu,
ale nie ma cię na GG.
Jeszcze raz przepraszam, za tak krótki rozdział ;c
Nie mam weny. Czytajcie. ;p
Komenty mnie nie obchodzą.
Niedługo kolejny rozdział;.
//Marliven

środa, 4 czerwca 2014

Rozdział VII Nie rób mu krzywdy

Federico
Cały czas myślę o pewnej przepięknej blondynce. O jej cudownym uśmiechu, który sprawia, że robi mi się ciepło na sercu. O jej oczach, w których tonę za każdym razem, gdy tylko w nie spojrzę. O jej długich,  pięknych lśniących włosach. O jej długich nogach. O tym jak przepięknie się śmieje. O tym jaką jest optymistką. O jej rozważaniach na temat świata. O niej całej. O Ludmile Ferro. Wciąż nie mogę uwierzyć, że się w niej zakochałem. Stała się dla mnie tak ważna w ciągu kilkunastu godzin. Stała się częścią mnie, częścią mojego serca. Jestem pewien swoich uczuć, ale nie wiem czy ona czuje to samo. To jest najgorsze. a niewiedza, niepewność. Przeczytałem kiedyś: "Jak mam rozpoznać swoją Drugą Połowę? Nie bojąc się ryzyka. Ryzyka porażki, odrzucenia, rozczarowań. Nigdy nie wolno nam rezygnować z poszukiwania Miłości. Ten, kto przestaje szukać, przegrywa życie". Święta prawda. Nie mogę się bać. Strach potrafi sparaliżować człowieka. Odebrać mu codzienną pewność siebie i odwagę. "Spraw, aby każdy dzień miał szansę stać się najpiękniejszym dniem twojego życia". Muszę działać nie mogę się już bać. Nie mogę. Muszę podjąć ryzyka. Bez ryzyka nie ma zabawy, ale Ludmiła coś znacznie ważniejszego niż zabawa. To miłość mojego życia. I muszę zrobić wszystko, żeby ją przy sobie zatrzymać i jej nie stracić. Siedziałem tak zamyślony, gdy nagle poczułem, że ktoś całuje mnie w policzek.
- Cześć Federico! - Usłyszałem jej radosny i delikatny głos. Odwróciłem głowę i posłałem jej uśmiech. 
- No cześć piękna! - odpowiedziałem jej, a ta zarumieniła się i spuściła głowę. Dotknęłam jej podbródka i podniosłem jej głowę. - Słodko się rumienisz - dodałem, a ta posłała mi szczerzy uśmiech. - Dziwi mnie, że w ogóle się rumienisz. Taka piękność jak Ty powinna być przyzwyczajona do komplementów - zaśmiałem się, a dziewczyna razem ze mną. 
- Wiesz Fede... Ja się zazwyczaj nie rumienię. Prawie nigdy... - zaczęła niepewnie i nie ukrywam jej słowa mnie zdziwiły. Znam ją krótko, ale już wiele razy widziałem na jej policzkach słodkie rumieńce. - A teraz... I w ogóle... To... - nie potrafiła się wysłowić i widać było, że trochę się denerwuje. - To... Bo to Ty tak na mnie działasz... - dokończyła na jednym wydechu i spuściła głowę. - Wiem, że się upokarzam, ale to się po prostu dzieje i nie umiem tego opa... - nie dokończyła. Przerwałem jej pocałunkiem. Moje usta dotykały jej delikatnych warg. Pocałunek wyrażał wszystkie nasze uczucia. Miłość. Radość. Szczęście. Zaufanie. Wiarę. Nadzieję. To co się teraz działo było spełnieniem moich marzeń. Wiem, że wszystko to dzieje się bardzo szybko, ale przecież nigdy nie wiemy co nas czeka i ile mamy jeszcze czasu. Musimy żyć chwilą. Jednocześnie pamiętając, że "Najpiękniejszych chwil w życiu nie zaplanujesz. One przyjdą same". Taka właśnie była ta chwila. Najpiękniejsza chwila w moim życiu. Właśnie spełniło się moje marzenie...

~*~
Violetta
I tak przez kolejne dni w ciszy i spokoju, siedziałam w domu. Leon rozmawiał ze mną czasami, ale od dnia kiedy stało się to co się stało, mało rozmawialiśmy. Widać było, że przykro mu z tego powodu, że w ogóle się do niego nie odzywam. Wszystkie moje smutki poszły w niepamięć. Musiałam w końcu zrobić ten krok, i zapomnieć o tym co się stało. Weszłam do jego sypialni, gdyż mama pozwoliła mi u jego zostać. On się nie odzywał. Leżał na łóżku, a ja położyłam się obok niego. Niespodziewanie pocałowałam go, z namiętnością. Jego usta były ciepłe i miękkie. Całował z taką delikatnością, że nie mogłam się od niego oderwać. Był taki delikatny. Dotykał mnie po szyi, i po udach. Nie byłam gotowa na "ten" krok. Odsunęłam się gwałtownie.
- To nie jest dobry pomysł- wydusiłam ledwo z siebie. On tylko z westchnieniem wstał, i z hukiem zatrzasnął drzwi. Nie wiedziałam co robić.
- Leon!- krzyknęłam. Miałam nadzieję, że odpowie, ale jego odpowiedzią była cisza która bardzo zaniepokoiła moje myśli. Zeszłam do kuchni. Muszę przeprowadzić z nim poważną rozmowę.
- Od kiedy Tomas cię porwał, jesteś oziębła. Co się stało z twoim uczuciem do mnie?- powiedział przekonująco. Miał rację, byłam oziębła ale to tylko dlatego, że nie potrafię się pozbierać po tej całej sytuacji. To wszystko mnie przerosło.
- Zamiast mieć do mnie pretensję, powinieneś mnie we wszystkim wspierać- rzekłam z poczuciem winy. Za ostro go potraktowałam- Przepraszam Leon, nie chciałam.
- Ja też przesadziłem. Nie powinienem tak się wobec ciebie zachowywać- przeprosił mnie Leon, po czym uściskał mnie, a ja oplotłam mu swoje ręce na jego szyi. To była mała kłótnia. Mała sprzeczka. Teraz może być tylko lepiej. Albo i gorzej...

***
Płakałam. Już nie byłeś blisko mnie. Oddalałeś się z każdą chwilą. Właśnie pakowałeś walizki, bo taka była twoje decyzja.. Chciałeś mnie zostawić i porzucić jak psa. Bez żadnych uczuć, bez wyrzutów sumienia. Tak po prostu. Bo ty chcesz rozwinąć karierę, i być kimś więcej, a nie tylko pieprzyć się z kimś biednym, kto nie zasługuję na twoje pieniądze! Dotykałeś mnie, całowałeś, tuliłeś każdego dnia. A teraz jakby nigdy nic, wyjeżdżasz do Londynu, tylko po to bo masz tam szansę na lepsze życie, i oczywiście lepsze perspektywy. Tak bardzo mnie kochałeś? Żeby teraz zostawić na pastfelosu? Wiesz, że jestem biedna, ale mimo to tylko wykorzystałeś mnie, jakbym była jakąś dziwką! Tak ci zależało? Nienawidzę cię. Jesteś zwykłą świnią, która na nikogo nie zasługuję. Uświadom to sobie. Jednakże ja nadal cię kocham. Zawsze będziesz w moim sercu.

***
Obudziłam się z krzykiem. Bałam się, że to Leon mnie zostawia. Ale to był tylko sen. Na pewno. On nigdy by nie zrobił czegoś takiego. Bo przecież on mnie kocha. Prawda?

Leon
Miałem mieszane myśli. Z jednej strony rozumiałem Violettę, a z drugiej nie rozumiałem jej zachowania. Nic się już nie działo. Jest po porwaniu. Jestem przy niej, ale ona nadal jest oziębła. Nie rozumie, że każdy facet ma swoje potrzeby... ? Ale z jednej strony po tym całym porwaniu, może być... pogubiona, wystraszona. Ale ciekawe jest to, że porywacz nie żądał okupu, czy coś w tym stylu. Postanowiłem pójść do Tomasa i wytłumaczyć mu, że zostanie w pierdlu na wiele lat, i już nigdy nie zobaczy Violetty. Nigdy więcej. W żadnym wypadku.

To moje postanowienie, którego będę się trzymał do końca życia. Nie mogę zawieść Violetty. Muszę pokazać jej, że jest dla mnie najważniejsza. 
- Violu, jadę na komisariat. Będę niedługo.
Ona zamilkła. Usłyszała tylko lekki trzask drzwiami. Wsiadłem do samochodu, i po 30 minutach stałem przez komisariatem. Wszedłem, i zobaczyłem panikujących ludzi. 
- Tomas uciekł, panie Stone!- krzyczał policjant, do drugiego.
- Jak to?- zapytałem zdenerwowany. 
- Dziś o godzinie 13:00 uciekł pan Tomas. Usłyszałem te słowa i zamarłem. Czy ja zostawiłem Violettę samą w domu? Boże co teraz będzie?!...

Violetta
Postanowiłam, że pogodzę się z Leonem, że nadszedł czas, żeby się pozbierać. Wiem, że nie mogę go stracić, a będąc chłodna go ranię. Wzięłam do ręki swój telefon, który leżał na szafce nocnej i napisałam do Leona sms'a. 
Przepraszam za to jaka byłam ;* Obiecuję, że będzie lepiej <3 Przyjdź do domu o 18 ;* Będę czekać <3 Twoja Vilu
Siedziałam na kanapie, rozmyślając co Leon tak długo robi na tym komisariacie. Minęła już godzina od tego sms-a, a on nadal nic nie odpisał. Bezskutecznie gapiłam się w telefon, patrząc na mojego sms-a, czekając na dźwięk, który by mnie powiadomił o tym, że Leonowi nic nie jest. 
- Kurwa, gdzie ty jesteś?- wykrzyczałam na cały dom. 
- Uspokój się- wyszeptał, jakiś znajomy mi głos. Stałam sparaliżowana. Według moich podejrzeń to był głoss... Nie, to nie on. Odwróciłam sztywno głowę, a moje serce biło coraz bardziej i mocniej. Marzyłam, żeby teraz wbiegł tu Leon. To..ma..ss wyłonił się ze ściany, a moje serce biło jeszcze szybciej. Podszedł do mnie blisko. Ja zrobiłam krok w tył. On się zawahał, ale został w tym samym miejscu.
- Cześć, kochanie.- wysyczał szyderczo, jakby chciał się ze mną przespać. 
- Nie mów tak do mnie- wydusiłam, po czym zaczęłam kaszleć. On tylko zasłonił mi ręką oczy, i szarą taśmę zalepił usta. Zasnęłam. 

***
Siedziałam na krześle, związana. Nie mogłam otworzyć oczu. Ale gdy je otworzyłam moim oczu ujawniło się coś strasznego. Tomas trzymał broń, a Leon tylko drżał. 
- Tomas, proszę cię. Opuść broń- mówiłam błagalnie.
- Za te lata? Gdy mnie zostawiłaś na pastfe? Bo wolałaś lepsze życie?- powiedział wkurzony, dając mi z liścia. Nastawił broń do głowy Leona- Ciebie nie zabiję, ale twojego kochasia mogę. 
- Nie rób mu krzywdy- łza leciała mi po policzku.
- Zdałem sobie sprawę, że jesteś gorszą dziwką, niż ten twój chłoptaś- uśmiechnął się szyderczo. 
- Violetta, przepraszam- wyszeptał mi Leon.
- Ostrzegam cię- wskazał Leona palcem- to zwykła suka.
- Nie wyrażaj się tak o niej!- wykrzyczał Leon, a Tomas kopnął mnie w brzuch. Przypomniałam sobie ten ból. Gdy trzymał mnie w tym chłodnym miejscu. 

*Porwanie*
Leżałam na podłodze, nie mając nawet siły by usiąść. Byłam przerażona tym co się dzieje. W każdej chwili mógł mnie nawet zabić. Nagle usłyszałem czyjeś kroki. Po chwili drzwi się otworzyły i po raz kolejny dziś ujrzałam JEGO.
-No cześć skarbie - powiedział udawanym słodkim głosikiem. Na jego dźwięk wszystkie moje mięśnie się spięły. - Pora się zabawić - dodał po chwili z chytrym uśmieszkiem. Zamknął drzwi. Podszedł do mnie i obrócił tak, że leżałam na plecach. Usiadł na mnie i zaczął mnie całować po szyi, trzymając moje ręce swoimi. Próbowałam się wyrywać, ale byłam na to za słaba. Nie! ON nie może mnie zgwałcić! Nie! Proszę... Błagam... Niech zdarzy się jakiś cud! Za co ja muszę przez to przechodzić?! Nagle poczułam jego wargi na swoich. Od razu zaczęłam kręcić głową na wszystkich strony.
- Bądź grzeczna, a nie będzie bolało - wyszeptał mi do ucha. Wrócił do całowania mojej szyi. Po chwili poczułam, że rozrywa moją sukienkę i odrzuca ją gdzieś na bok. Z chwili na chwilę płakałamcoraz bardziej. Wydawałam głośne krzyki, jednak nikt nie nadchodził z pomocą. ON całował już mój brzuch, nogi, okolice piersi, a ja nadal krzyczałam. Już miał rozerwać mój stanik, gdy zadzwonił jego telefon.
- Cholera! - krzyknął, wstał ze mnie, wyciągnął telefon z kieszeni i odebrał. - Czego?!... Teraz?!... No dobra... Tak jadę!... Zaraz będę!... Nara!.. - słyszałam urywki jego rozmowy. - Masz tu zostać! - krzyknął ostro i opuścił pomieszczenie. Po chwili usłyszałam w dali trzask drzwi i pisk opon. Odjechał. To moje jedyna szansa. Doczłapałam jakoś do drzwi. Otwarte. To cud! Musiał zapomnieć! Do tej pory zawsze zamykał je na klucz... Otworzyłem je szerzej i czołgałam się dalej. Przypomniałam sobie o telefonie! Tam, gdzie przebywałam nie było zasięgu, więc nie mogłam zadzwonić. Nie wiem jakim cudem mój porywacz zapomniał mi go zabrać, ale to ratuje mi życie. Wybrałam numer na policję. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci... Odebrali.


-------
Chcecie już kolejną część?
Co zrobi Tomas?
Czy ktoś go powstrzyma?
Czy związek Leona i Violetty przetrwa?
Dowiecie się w następnych rozdziałach.
-----
Jak się podoba rozdzialik?
Wiem, że straszny
bo pisany naprawdę
na szybko...
A więc piszcię komcię, bo inadżej będzie
źle ;c
I smutać będę, ja i Kasia ;c
Wierzę w was. 

Dzisiaj dużo nie wymagam.
3 kom- NEXT. (długi rozdział).




sobota, 19 kwietnia 2014

Rozdział VI "Bo inaczej będzie za późno"

Violetta
Byłam w małym pomieszczeniu. Było pomalowane na niebiesko. Próbowałam otworzyć oczy, ale w rozmazanym świetle widziałam tylko strzykawkę, położoną na drewnianym stołku. Miałam złe przeczucia. Gdy już doszczętnie otworzyłam oczy, zobaczyłam sylwetkę mężczyzny. Brązowe włosy, i piękne oczy. To jasne, że to był Leon. Usiadł obok mnie, i swoją ciepłą dłonią dotknął mojego policzka. Zarumieniłam się, ale czułam się wykorzystana po tym co zrobił mi ON. JEGO dotyk, był nie do wytrzymania. Dobrze, że mnie uratowali. Wiem do czego ON jest zdolny. Nagle do sali wszedł doktor. Jego siwe włosy były tak spiczaste, że prawie wybuchłam śmiechem.
- Violetto. Mamy dobrą wiadomość- powiedział lekarz, jednocześnie uśmiechając się do mnie- Zbadaliśmy Panią i na szczęście nie doszło do gwałtu. Choć zapewne było blisko. Podejrzewam też, że ktoś podał pani leki usypiające. Dzięki temu zdołano panią przenieść właśnie w tamto miejsce.
- Rozumiem. A kiedy będę mogła wyjść ze szpitala? Nie czuję się tu bezpiecznie.- powiedziałam. Z jakiś powodów, bałam się przebywać w szpitalu. Tak miałam od dziecka.
- Jeszcze dzisiaj, wieczorem. Musi tylko pani odpoczywać. Taka sytuacja w każdej chwili może wpłynąć na panią negatywnie. Może to być nawet nerwica. Przez najbliższe dni, niech pani dużo odpoczywa. Żadnych stresów.
- Dobrze- odparłam. Nie miałam zamiaru się stresować. Lekarz wyszedł, a po dłuższej chwili wparowała moja mama. Była przerażona. Nie wiedziała zbytnio o co chodzi.
- Córeczko, nic ci nie jest? Zostałam powiadomiona o jakimś... porwaniu. Co się stało? Violetta..- zaczęła mówić, ja nie odzywałam się. I obróciłam głowę w przeciwną stronę. Nie chciałam, żeby widziała mnie w takim stanie. zawsze ciężko pracowała, żeby wszystko było dobrze, żebym mogła chodzić do Studia, a teraz będzie się obwiniać. Otarłam kilka łez spływających po moich policzkach i odwróciłam głowę w jej stronę.
- Mamo kocham Cię i mam do Ciebie jedną prośbę - powiedziałam szybko i wzięłam głęboki wdech. - Nie obwiniaj się za to co się stało. Tylko o to Cię proszę. Pamiętaj to nie Twoja wina. Obiecaj mi, że nie będziesz się obwiniać- dodałam i posłałam jej delikatny uśmiech.
- Córeczko - powiedziała łamiącym się głosem. Widziałam, że po jej policzkach spływa wiele łez. Usiadła na krańcu łóżko i pogłaskała mnie po policzku. - Obiecuję - załkała. Po chwili spojrzała na mnie i posłała delikatny uśmiech. - Idę do lekarza spytać się czy potrzebujesz jakichś leków. Trzymaj się! - Ucałowała mnie w czoło i wyszła z pokoju. Wzięłam głęboki wdech i wydech. Spojrzałam na Leona. Miał spuszczoną głowę. Jego twarz wyrażała jednak troskę, ale i przerażenie. Podniosłam ją delikatnie moją dłonią  i posłałam uśmiech.
- Violetta.. Ja.. Ja przepraszam.. - powiedział załamującym się głosem.
- Ale za co? - spytałam. - Leon proszę nie obwiniaj się. To nie była Twoja wina.
- Ale.. - nie dałam mu skończyć. Przerwałam mu pocałunkiem, który on od razu odwzajemnił. Po oderwaniu patrzyliśmy sobie w oczy.
- Kocham Cię - wyszeptałam.
- Ja Ciebie też - odpowiedział. Przyciągnął mnie do siebie i otoczył silnymi ramionami. Po raz pierwszy od kilkunastu godzin poczułam się bezpieczna. Po chwili zasnęłam.

*3 godziny później*
Leon
Violetta zasnęła mi w ramionach. Od dziś nie będę odstępował jej na krok. Jest taka krucha, delikatna i bezbronna. Jak w ogóle można chcieć skrzywdzić tak cudowną istotę? Jestem szczęśliwy, bo mam już mój największy skarb przy sobie. Już jest bezpieczna i nic jej grozi. Dobrze, że nie doszło do.. Co ona musi czuć. Była bezbronna i słaba, nie miała jak odeprzeć ataku. Mam nadzieję, że nie będzie miała głębokiej depresji. To wszystko na pewno źle wpłynęło na jej psychikę. Wiem jedno. Jest silna i wytrwała i będzie udawać, że wszystko jest dobrze, ale choć znam ją krótko wiem jaka jest i przede mną nic nie ukryje. W tej chwili jedziemy z mamą Violetty do ich domu. Violetta musi odpoczywać. Kiedy tak leżałem z Violą w szpitalu, wpadłem na pomysł, żeby Vilu się do mnie wprowadziła. Myślę, że otoczyłbym ją dobrą opieką i byłaby bezpieczna. Muszę potem porozmawiać o tym z moją dziewczyną. Właśnie dojechaliśmy. Wziąłem Violettę delikatnie na ręce i zaniosłem do jej pokoju. Położyłem ją tam na łóżku i przykryłem kołdrą. Następnie usiadłem obok niej na łóżku. Poczekam, aż mój skarb się obudzi...
***
Otworzyła powieki, a ja czekałem aż otworzy je do końca. Miała zarumieniona policzki, a siniaki na jej rękach nadal widniały. Skarżyła się na ból nogi. Na pewno to ten dupek jej to zrobił. Nie daruję mu. Była na skraju wytrzymałości. W końcu ktoś ją skrzywdził i nie wiadomo czy kiedykolwiek jeszcze komuś zaufa. Uśmiechnąłem się do niej, jak ona zaczęła mrugać oczami. Była taka piękna. To nie jej wina, że została, aż tak skrzywdzona i tak okrutnie potraktowana. Violetta przeciągnęła się i cicho ziewnęła, patrząc w moje zielone oczy. Widziałem, że jest smutna. Przytuliłem ją.
- Moja mama jest w domu?- wyszeptała mi do ucha.
- Nie. Poszła do apteki, po jakieś leki. Zaraz wróci- powiedziałem spokojnie.
- Aha. Leon, muszę ci coś powiedzieć...- powiedziała niepokojąco. Lekko się wystraszyłem.
- Tak, Violetta?- powiedziałem. Ona ciężko westchnęła.
- Ten porywacz...- zawahała się. Ja popatrzyłem jej w oczy- To był Tomas.
- Jaki Tomas?- zapytałem zaskoczony- Nie znam żadnego Tomasa- powiedziałem z powagą.
- To był mój dawny chłopak, zanim się tu przeprowadziłam..- odpowiedziała i pierwsza łza kapnęła jej na policzek- Spełnił swoją przysięgę- szlochała, próbując powstrzymać płacz.
- Ale kto to w ogóle jest, żeby cie śledzić i porywać? To nienormalne- powiedziałem wkurzony.
- Zanim się tu przeprowadziłam, miałam chłopaka- Tomasa. Nie raz z nim zrywałam, ale on nadal uważał nas za parę. Gdy wsiadałam do samolotu, powiedział, że przysięga, że znajdzie mnie i już nigdy nie da mi spokoju. Już nigdy nie będę bezpieczna!- płakała.- Teraz będzie mnie prześladować do końca życia...- westchnęła i płakała jeszcze bardziej.
- Spokojnie. Masz mnie. Ja nie pozwolę aby stała Ci się krzywda.. Wyjedziemy na koniec świata, i nigdy nas nie znajdzie... Obiecuję ci.. - pocieszałem ją.
- Ja nie mam zamiaru całe życie uciekać od problemów!- wykrzyknęła po czym wybiegła ze swojego pokoju, kierując się w stronę kuchni.
- Nie spuszczę cię z oka.- powiedziałem jej z bliska, chodząc przy niej jak jakiś strażnik lub ochroniarz.
- Spokojnie, umiem siebie upilnować- przekonywała mnie.
- Nie mam mowy.
Violetta, robiła sobie melissę, a ja leżałem na kanapie, patrząc się co parę sekund na telewizor. Nie chciałem, jej spuszczać z oka. Po tym co się stało, będę musiał jej pilnować.

Federico


Byłem szczęśliwy, że Violetta się znalazła, i jest cała i zdrowa. Nie wiem co bym zrobił temu psycholowi, gdyby coś jej się stało. Usiadłem na kanapie w domu Violetty. Ta kanapa, przypominała mi Ludmiłę, i jak razem spędzaliśmy czas. Tak bardzo chciałbym, żeby poznała mnie na tyle, żebyśmy byli razem. Jakby dała mi szansę, wykorzystałbym ją jak najbardziej. A najgorszy był ten sen. Nie wiem dlaczego takie coś mi się śni. Że niby Ludmiła miałaby mnie podejrzewać o takie coś. Przecież to fajna, piękna i za przeproszeniem zajebista dziewczyna. Z myślą o Violettcie, postanowiłem zadzwonić do Leona i zapytać jak tam z Violettą.
Sięgnąłem po komórkę, i wybrałem numer. Było połączenie. Nagle usłyszałem Leona w słuchawce.
- Halo? Fede?- powiedział rozkojarzony.
- Tak to ja. Wszystko w porządku z Ludmiłą?- zapytałem zmartwiony.
- Fede, co ty mówisz?? Jak to, Ludmiłą? Fede, otrząśnij się!- mówił do mnie z westchnieniem.
- O. Sory. Czy wszystko w porządku z Violettą?
- Tak, tak. Ona chce za wszelką cenę zapomnieć o tym co się stało..
- Spróbuj jej jakoś pomóc.
Rozłączyłem się, po czym wkurzony rzuciłem telefon w podłogę. Tego było już za wiele! Tak intensywnie myśle o Ludmile, że nawet zapomniałem o tym co sie dzieję z Violettą, i pomyliłem jej imię. Muszę do niej natychmiast iść, i powiedzieć co czuję.  Bo inaczej będzie za późno. Biegłem w stronę jej domu, nie zważając na nikogo. Nie chciałem tego ukrywać. Czas aby się o tym dowiedziała.

~~~~~~~~~~~~~~~~

Dzisiaj krótko, bo nie mamy niestety
czasu :/
Napisany przeze mnie, ale trochę pisała
też Kasia.
Więc mam nadzieję że rozdział przypadł wam do gustu, bo widziałam, że
powoli już się niecierpliwiliście. c:
Mam nadzieję, że
będzie dużo komentów,
bo na to liczymy.
A więc na rozgrzewkę narazie:
4-5kom.- kolejny rozdział.
A i.. jestem w trakcie pisania kolejnego
OS, (tak wiem, dużo ich), i nie wiem czy od razu jak będą
4-5 komentów to rozdział się pojawi. OS za tydzień, lub
mniej, to zależy jak się z czasem wyrobię.
Ale mogę powiedzieć , że fabuła jest fajna
ale chyba dziwna, jak na mnie.
To narqq!~
I do następnego, kochani :***
//Marliven i Kasia :D

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Nowy blog.

Witam was.
Z tej strony Marliven.
Założyłam nowego bloga o koniach.
Piszę to tutaj, bo chciałabym go
jako-tako rozesłać. Jest już post.
Proszę o komentarze <3
To dla mnie bardzo ważne.
Zapraszam:
wszystko--o--koniach.blogspot.com

niedziela, 30 marca 2014

Rozdział V - Czemu puściłem ją samą do tego cholernego pokoju?!

Leon
Na początku myślałem, że to tylko zwykły żart, co nam się często zdarza. Ale gdy nie usłyszałem żadnego śmiechu, ani jej głosu, wystraszyłem się. Stałem sparaliżowany. Nie wiedziałem, co robić. Czy iść, czy uciekać. Leon! Ogarnij się. Żadna ucieczka nie wchodzi w grę. Jesteś facet jak ze stali, i musisz bronić swojej kobiety. Powolnymi krokami, udałem się w stronę kuchni gdzie powinna być Viola. Już chciałem krzyczeć, ale powstrzymałem się. Violetty nie było. Panikowanie, to ostatnia rzecz która mi została, ale zobaczyłem białą kartkę na biurku. Ruszyłem w jej stronę, i delikatnie podniosłem ją. Widniał na niej pewien tekst. Na początku wahałem się, ale przyjrzałem się tekstowi. 
"Witaj.
Pewnie się zastanawiasz, gdzie teraz jest Violetta? Hmmm... Powiedzieć Ci czy nie? Nie!
Oboje nie chcemy, żeby Vilu stała się krzywda! Chociaż... Czy ja wiem?
Wkrótce się przekonasz kim jestem... Albo i nie?!
Pewnie znowu Wielki Leon będzie na mnie zły... Ale co mnie to?! 
Trzeba być głupim, trzeba drwić z życia, z wszystkiego i wszystkich! Buahahaha!!!
Masz.... Hmmmm.. 3 dni! A potem?Potem się zobaczy..  Ale uważaj - los Twojej "ukochanej" zależy teraz ode mnie...
                                                  Tajemniczy..."
Kto to jest?! Kto porwał  Violettę?! Jeśli coś jej się stanie.. Nie Leon nie możesz tak myśleć... Ale jeśli... Nie! Muszę coś zrobić! Ale co?!...

*W tym samym czasie*
Violetta
- Brrrr... Gdzie ja jestem? I czemu tu jest tak zimno? I cieeeemnoooo? - zastanawiałam się na głos. Pamiętam tylko, że ktoś nagle zasłonił mi oczy i usta, a potem udaliśmy się w jakieś miejsce. Chyba zjeżdżaliśmy gdzieś na linie. Słyszałam wtedy jeszcze krzyki Leona, ale nie mogłam na nie odpowiedzieć. Nadal nie mogę... Mam oczy zasłonięte, usta zakneblowane, a nogi i ręce związane. Z chwili na chwilę jest mi coraz zimniej i brrr... Nie wiem ile jeszcze wytrrrrzymaaaam.... 

*5 godzin później*
Leon
- Cholera jasna! Ja pierdolę! Zaraz mnie szlak jasny trafi! Minęło tyle czasu i nic! Nic mi nie przychodzi do głowy! Ja pierdolę! - krzyczałem zły do siebie. Przeszukałem pokój Violo kilka razy, żeby znaleźć coś co może pomów w poszukiwaniach. Może ktoś jej groził?! Na początku myślałem, że to może jakiś żart, ale Violetty jak nie było tak nie ma. Kurwa!.... No nie wytrzymam! Jest już 20 wieczór, a jej nadal nie ma! Jak coś jej się stanie.. Nie! Musze się ogarnąć! Policja! Tak policja! Albo lepiej detektywi! Nie to i to! Zarzuciłem na siebie kurtkę, zbiegając po schodach i już miałem otwierać drzwi, gdy ktoś mnie uprzedził. Z drugiej strony ujrzałem radosnego Federico.
- A Ty co tu robisz? I gdzie Violetta? - spytał nadal z uśmiechem.
- Nic nie robię! - burknąłem zły. - Nie wiem co mam robić a ktoś porwał Violettę! A tak naprawdę to idę na policję, a potem do znajomego detektywa!  krzyknąłem zły. 
- Co?! To niemożliwe! Ale nie ma teraz czasu na rozmyślanie! Idę z Tobą! - odpowiedział zszokowany tym co mu powiedziałem.
- Tak masz rację! - powiedziałem zdenerwowany. - Chodźmy już!
- Chodźmy - odpowiedział mi i ruszyliśmy. - Cholera! Na polu jest tak zimno, a ona siedzi tam już tak długo... - Zaczął się martwić. 
- Fede powiedz mi, że wszystko będzie dobrze - powiedziałem błagalnie.
- Mam nadzieję - odpowiedział cicho. Nagle zatrzymał się, a ja z nim.
- Co jest? - spytałem.
- Ty idź na policje i do tego detektywa, a ja idę do Ludmiły. Może one będzie wiedzieć czy ktoś groził Vilu albo coś. Pa! - rzucił szybko i odbiegł w stronę domu Ludmiły. A ja? Na razie poszedłem do swojego domu. Gdy już tam byłem udałem się do mojego pokoju i rzuciłem na łóżko. Nie umiem opisać tego co czułem! Chyba nigdy się tak o nikogo nie martwiłem! Byłem naprawdę przerażony. A jeśli jej się coś stanie?! Kurwa! Czemu puściłem ją samą do tego cholernego pokoju?!... W tej chwili pozostało mi tylko jechać na policję, i rozpaczać. Nie wiem co teraz będzie. Chciałbym ją teraz przytulić i powiedzieć jej, że zawsze będę z nią, i że będę jej chronić zawsze i wszędzie. Leżałem cały czas na łóżku ze smutkiem, po chwili jednak wstałem. Nie mogę tu tak siedzieć! Muszę iść na tę policję! Przebrałem się w byle jakie ciuchy, ale przecież teraz nie ważny jest strój tylko życie Violetty. Pędem pobiegłem w stronę samochodu, i ruszyłem w kierunku posterunku policji. Byłem roztrzęsiony. Każdy dzień, godzina, minuta i sekunda były ważne. Przy okazji wziąłem list który mówi o porwaniu. Ja nie wiem co zrobię jeśli jej stanie się krzywda.Gdy już dojechałem na miejsce, wysiadłem z samochodu i z hukiem wparowałem do gabinetu policji. Oni zaskoczeni patrzyli na moją minę. 
- Dzień dobry. Chciałbym zgłosić porwanie- powiedziałem z desperacją. 
- Dobrze. Niech pan usiądźcie.- powiedział ze spokojem policjant.
- Nie mogę siadać spokojnie, jak moja dziewczyna została porwana! Czy panu mózgu brakuje? Ktoś porwał moją dziewczynę!- zacząłem krzyczeć na cały gabinet, panikując.
- Niech pan się uspokoi. Ja wiem, że pan jest zdenerwowany ale niech pan usiądzie i nam opowie co się stało.- kontynuował spokojnie komisarz policyjny. 
Usiadłem. Najpierw była cisza, bo nie wiedziałem od czego zacząć. Głupio mi było powiedzieć, że poszła do swojego pokoju i nagle usłyszałem jej krzyk. 
- Byliśmy u Violetty w domu w salonie. Potem ona pobiegła na chwilę do swojego pokoju- westchnąłem- Później usłyszałem jak krzyczy. Słychać było, że jest przerażona. Najpierw stałem nieruchomo. I byłem sparaliżowany. Dopiero później ruszyłem biegiem do jej pokoju i okazało się, że Violetty nie ma, a porywacz zostawił list- wykrztusiłem, po czym wyjąłem z kieszeni białą kartkę z listem. Policjant przeczytał go, i odezwał się wyjątkowo spokojnym głosem. 
- Interesujące.
- Co jest dla was takie interesujące? Że moja dziewczyna przechodzi teraz katusze? 
- Proszę się uspokoić, aczkolwiek zajmiemy się tą sprawą. Proszę przyjechać tu jutro rano. My zrobimy badania odcisków palców. Może wtedy dowiemy się kto pisał ten list. 
- Do widzenia. - warknąłem.
To już mnie irytowało. Ci policjanci byli tak spokojni, że aż mnie zamurowało. Oni mówili tak jakby się nie przejmowali tym co się stało. Jedynym wyjściem są detektywi. Policjanci nic z tym nie robią i rozkładają ręce. Byłem u kresu wytrzymałości. Miałem zerwać z Larą, związać się z Violettą, i ułożyć sobie z nią życie na nowo! A teraz jej życie jest w niebezpieczeństwie. Z pośpiechem wróciłem do swojego domu. Nawet nie zauważyłem, że przed domem ktoś na mnie czeka. Wystraszyłem się. Stary! Może to Violetta? Bardziej zacząłem się przyglądać sylwetce. O nie. To Lara.. Postanowiłem zawrócić, widząc jak ona bez przerwy dzwoni do moich drzwi. Nie mam zamiaru teraz tam być. Ruszyłem w stronę samochodu. 
- Leon!- wykrzyczał znajomy mi głos. 

*W tym samym czasie*
Violetta
Leżałam na łóżku. Nadal z zasłoniętymi oczami, i zaklejoną buzią. Ręce i nogi miałam związane sznurkiem. Był tak mocno związany, że moje próby ucieczki były bez szans. Tak bardzo się boję. A co z Leonem? Gdzie on teraz jest? Ale tu zimnoo... Brrr... Viola, trzymaj się.. Dla Leona. Powoli zasypiałam... Po chwili jednak ktoś uderzył mnie w nogę. Nie chciałam płakać. Łzy bólu zatrzymałam w oczach. Z szybkim ruchem ktoś dał mi dostęp do widzenia. Wszędzie tylko czarny, szary pokój, z szarą brudną szafą. A na podłodze były plamy krwi. Małe plamy. Nie chciałam nic mówić. Byłam u kresu wytrzymałości. Stawałam się coraz słabsza. A moje nogi odmawiały posłuszeństwa. Rwały mnie z bólu, od każdego uderzenia porywacza. Ale nie chciałam pokazać, że boli. Chciałam pokazać, jaka jestem silna. Po chwili uderzenia ustały. Miałam nadzieję, że to już koniec... Otworzyłam oczy i ujrzałam JEGO. Stał przede mną i patrzył się na mnie z chytrym uśmieszkiem. Nagle podszedł do mnie, kucnął przede mną i jedną ręką podniósł mój podbródek.
- Co jest Vilu? Coś nie tak? - powiedział sarkastycznie. Ja tylko patrzyłam na NIEGO przerażona. - Hah! - wstał i stanął przede mną, a ja na wszelki wypadek ustawiłem ręce w obronie swojego ciała. - Trzymaj się skarbie! - zaśmiał się i wyszedł z pomieszczenia, a ja zaczęłam płakać. Dlaczego ON wrócił? Po co? Co chce zrobić? Bałam się i to bardzo! ON jest zdolny do wszystkiego... Wyciągnął z kieszeni małe lusterko i się przejrzałam. Moja twarz wyglądała już okropnie, ale wiem, że nie mogę się poddać. Pozostaje mi tylko jedno czekać... Ale potrzebuję pomocy!
- Leon gdzie jesteś?!... - wyszeptałam bardzo cicho. - Potrzebuję Cię... - dodałam jeszcze ciszej, upadłam na podłogę i zaczęłam płakać jeszcze bardziej...

*w tym samym czasie*
Leon
Przeraziłem się. Na pewno to nie był głos Violetty. Odwróciłem się, a przede mną stała Lara.
- Kochanie, czemu ode mnie uciekasz?- zapytała poważnie. Miała naprawdę poważną minę. Można powiedzieć, że czasami się jej bałem.
- Yyy.. po prostu nie zauważyłem, że stoisz pod domem. Sory. - patrzałem się na nią ostrożnie, próbując powstrzymać jej wzrok od jakiegoś gwałtownego ruchu. Ona po chwili uroczym głosem zaczęła się przymilać, i zapraszać na kolację, do domu, na tor i bóg wie co jeszcze...
- Dzisiaj jestem zajęty...- powiedziałem, a ona zaczęła się dziwnie uśmiechać, wiedziałem, że za chwile zapyta czym jestem zajęty, dlatego byłem szybszy, wymyślając coś na poczekaniu- Moja mama.. jest w szpitalu- powiedziałem z żalem. Jestem dobrym aktorem.. Mam nadzieję, że jestem przekonujący.
- Mogę pojechać z tobą...- no i zaczęła tę swoją gadkę- Tak będzie lepiej. Razem będziemy wspierać twoją mamę. W końcu związek powinien się opierać na wsparciu- powiedziała. Wiedziałem, że teraz będzie paplać o tym całym wsparciu, i ble ble ble. Już powoli miałem tego dosyć. Ona potrafi paplać godzinę o jednym i tym samym. Nie chcąc dłużej tego słuchać, powiedziałem na szybko.
- Muszę jechać.
- Gdzie niby?
- Do szpitala.
- Mogę jechać z tobą. Przecież mówiłam ci już.- powiedziała, i złapała mnie za rękę. Tak mocno ścisnęła, że aż zabolało mnie wszystko w środku- Jadę z tobą- odparła z przekonaniem.
Wybuchłem. Nie mogłem już tego znieść. Była nie do wytrzymania. Już wiem dlaczego chciałem z nią zerwać. Ciągle się wtrącała, i była o wszystko zazdrosna. Dlatego chcę ją zostawić.
- Kobieto! Zostawisz mnie w końcu! Nie rozumiesz, że ta twoja paplanina mnie wkurza!- wykrzyczałem jej w twarz. Jej poleciała pierwsza łza. Nie obchodzi mnie to. - Zachowujesz się za każdym razem jak wariatka. Lara! Zdradzałem Cię. Nigdy nie byłaś tak pociągająca jak Violetta.
- Jaka znowu Violetta?
- Moja dziewczyna. Nowa dziewczyna.  Znam ją od wczoraj, ale jest o niebo lepsza od Ciebie i to ją kocham! Zapomnij o mnie i o nas. Nas już i tak nie ma.
- Ty dziwkarzu jebany! Złamałeś mi serce, a teraz chcesz mnie zostawić?
- Mniej więcej. A ty - wskazałem na nią palcem. - Masz się trzymać ode mnie z daleka. - ruszyłem w stronę samochodu, wsiadłem do niego i włączyłem samochód.
- Jeszcze tego pożałujesz!- wykrzyknęła w moją stronę. Wcisnąłem pedał gazu i odjechałem. Nagle poczułem, że mój  telefon wibruje w kieszeni. Wyciągnąłem go i odebrałem.
- Halo? - spytałem.
- Pan Leon Verdas? - otrzymałem pytanie.
- Yyyy.. Tak? - odpowiedziałem zdziwiony.
- Panna Violetta Castillo... - na sam dźwięk wypowiadanego imienia mojej dziewczyny gwałtownie zatrzymałem samochód tak, że słychać było pisk opon...

*W tym samym czasie*
Violetta
Leżałem na podłodze, nie mając nawet siły by usiąść. Byłam przerażona tym co się dzieje. W każdej chwili mógł mnie nawet zabić. Nagle usłyszałem czyjeś kroki. Po chwili drzwi się otworzyły i po raz kolejny dziś ujrzałam JEGO.
-No cześć skarbie - powiedział udawanym słodkim głosikiem. Na jego dźwięk wszystkie moje mięśnie się spięły. - Pora się zabawić - dodał po chwili z chytrym uśmieszkiem. Zamknął drzwi. Podszedł do mnie i obrócił tak, że leżałam na plecach. Usiadł na mnie i zaczął mnie całować po szyi, trzymając moje ręce swoimi. Próbowałam się wyrywać, ale byłam na to za słaba. Nie! ON nie może mnie zgwałcić! Nie! Proszę... Błagam... Niech zdarzy się jakiś cud! Za co ja muszę przez to przechodzić?! Nagle poczułam jego wargi na swoich. Od razu zaczęłam kręcić głową na wszystkich strony.
- Bądź grzeczna, a nie będzie bolało - wyszeptał mi do ucha. Wrócił do całowania mojej szyi. Po chwili poczułam, że rozrywa moją sukienkę i odrzuca ją gdzieś na bok. Z chwili na chwilę płakałam coraz bardziej. Wydawałam głośne krzyki, jednak nikt nie nadchodził z pomocą. ON całował już mój brzuch, nogi, okolice piersi, a ja nadal krzyczałam. Już miał rozerwać mój stanik, gdy zadzwonił jego telefon.
- Cholera! - krzyknął, wstał ze mnie, wyciągnął telefon z kieszeni i odebrał. - Czego?!... Teraz?!... No dobra... Tak jadę!... Zaraz będę!... Nara!.. - słyszałam urywki jego rozmowy. - Masz tu zostać! - krzyknął ostro i opuścił pomieszczenie. Po chwili usłyszałam w dali trzask drzwi i pisk opon. Odjechał. To moje jedyna szansa. Doczłapałam jakoś do drzwi. Otwarte. To cud! Musiał zapomnieć! Do tej pory zawsze zamykał je na klucz... Otworzyłem je szerzej i czołgałam się dalej. Przypomniałam sobie o telefonie! Tam, gdzie przebywałam nie było zasięgu, więc nie mogłam zadzwonić. Nie wiem jakim cudem mój porywacz zapomniał mi go zabrać, ale to ratuje mi życie. Wybrałam numer na policję. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci... Odebrali.
- Halo?! - powiedziałam szybko słabym głosem.
- Tak? - usłyszałam w odpowiedzi.
- Proszę mi pomóc! Zostałam porwana! Proszę! Ja jestem... Jestem... - Spojrzałem na biurko, leżały tam jakieś stare wizytówki. Szybko chwyciłam jedną do ręki. Adres... Adres... Jest! - Prawdopodobnie na ulicy Akademickiej 23.. Proszę.. Mi... Pomóc.. Leon Verdas.. On... Ja...- wyszeptałam resztkami sił i opuściłam rękę na ziemię. Nie mogłam powiedzieć nic więcej. Resztkami sił sprawdziłam jeszcze czy zewnętrzne drzwi są otwarte. Nie. One niestety były zamknięte... Wróciłam do pokoju, żeby ON nic nie podejrzewał jak wróci. Płakałam dalej. A jeżeli po mnie nie przyjadą?! Nie! nie mogę tak myśleć! Mimo woli płakałam dalej. Bałam się, że on wróci i mnie zgwałci, a policja nie zdąży...
Po chwili zasnęłam. obudził mnie JEGO głos.
- Jak się spało śliczna? Pora skończyć to co zaczęliśmy - powiedział z uśmiechem. Usiadł na mnie tak jak wcześniej i znowu zaczął całować wszędzie, gdzie tylko mógł. Byłam załamana i pewna, że moje obawy się sprawdzą. Próbowałam się jeszcze wyrywać, ale na próżno. Po kilku minutach usłyszałam syreny policyjne, a do pokoju wpadli policjanci razem z Leonem. 
- To on! - krzyczał mój chłopak.
- To Ty! - wykrzyczał mój porywacz. - To Ty! - powtórzył i uderzył mnie mocno w brzuch z pięści, a ja zawyłam głośno z bólu. Policjanci szybko chwycili go i odciągnęli ode mnie. Po chwili wyszli z nim z pomieszczenia. Wszystko to działo się tak szybko. Czułam jednak cały czas ogromny ból brzucha. Rozprzestrzeniał się on na całe ciało tak, że zaczęłam drżeć. Powoli traciłam przytomność, czułam jeszcze tylko delikatny dotyk Leona i jego krzyki, ale nie mogłam już odpowiedzieć. Moje powieki zamknęły się...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Co będzie dalej z Violettą?
Kto okaże się być jej porywaczem?
Czy Lara zemści się na Leonie?
Tego wszystkiego dowiecie się w najbliższych rozdziałach!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pam! Pam! Pam!
Taki tam żarcik Vilu co nie?
Podoba się rozdział?
Mamy nadzieję, że tak <3
Dziękujemy wszystkim, którzy zostawiają komentarze ;*
Czytamy każdy *-*
Naprawdę! ;D
Tak więc mamy nadzieję, że się podoba xD
Wprowadziłyśmy troszkę akcji xD
Yyy...
Nie wiem co pisać ;D
Życzcie Marliven powodzenia we wtorek! <3
Ja jej życzę z całego serca ;*
Na pewno świetnie napiszesz kochana! ^^
No to chyba tyle xD
Dodajemy wcześniej choć nie spełniliście limitu :(
Smutam :'(
Tak więc do usłyszenia!
Całujemy Was bardzo mocno ;*
/Katarina i Marliven
P.S. Za literówki przepraszamy xD 

sobota, 29 marca 2014

OS "Bo ja cie kocham, wciąż kocham, jak dawniej" 1/3



"Wyjechałeś.. Zostawiłeś.. z płaczem. Nastoletnią dziewczynę. To właśnie chodzi o mnie. Łzy kapią, do strumyka. A ja tęsknie za tobą w każdej chwili, w każdej minucie i sekundzie. Chciałabym być zawsze tylko z tobą, i trwać wiecznie w myśli, że nigdy nie 
odejdziesz. Szkoda, że nie pomyślałeś, co ja czuję. To na pewno nie koniec. To dopiero początek końca. Leonie. Może i wyjechałeś. Ale ja będę cie szukać do końca. Mów co chcesz. Ale to niesprawiedliwość, nas poróżniła. Gdy szczęście się do mnie odezwało, ty odchodzisz. Byłeś jak znalazłam pasję i coś co mnie uszczęśliwia. Ale to dzięki tobie byłam szczęśliwa. Dzięki tobie". 


*Dwa dni wcześniej*

Uśmiechnęłam się szeroko w twoją stronę. Byłeś zakochany. A ja jeszcze bardziej. Podeszłam, a ty pocałowałeś mnie na powitanie. Byłeś mi bliskim przyjacielem, ale również chłopakiem, który zawsze byłeś przy mnie w trudnych chwilach. Pomogłeś mi. Dlatego cię tak cenię. Zamknęłam oczy, a ty cmoknąłeś mnie w policzek.
- Cześć kochanie.- powiedział z nutką uroku. Lubiłam jak mówił do mnie 'kochanie'. To mnie wzmacniało. Był dla mnie ważny.
- Cześć- powiedziałam nieobojętnie- Idziemy do kina?
- Chętnie. Ale najpierw muszę z tobą porozmawiać. To ważne. Nie chcę, abyś dowiedziała się o tym ostatnia- powiedział z niepokojem.
- Ale o czym?- złapałam go za rękę.
- O tym, że...- przytulił mnie- Violetta. Ja wyjeżdżam. Jest koniec roku. Przeprowadzam się do Polski,
tam czeka na mnie rodzina. Już skończyłem studia. Wracam skąd przyjechałem. Wszystko już nie będzie jak przedtem. Nie będziemy już razem- i poszedł w kierunku swojego domu.
Nie. To niemożliwe. To tylko sen, albo coś co mi się przewidziało. Na pewno to jest to. On nie mógł mnie tak zostawić.
- Leon! Nie możesz mnie tak zostawić!- krzyczałam do niego. Ja nie poradzę sobie. Poszłam do parku, i zaczęłam płakać. Łzy leciały kolejna, po kolejnej. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Na myśl, że on mnie zostawi łzy robiły swoje. Teraz pewnie każdy by powiedział "Ogarnij się, znajdziesz kogoś lepszego". Ale to nie tak. On był, gdy rodzice nie mieli dla mnie czasu. Został zesłany mi z nieba. Jak Anioł. Wspomnienia, to chyba jedyna rzecz która mi po nim została.

 Zobacz... Tu śpiewaliśmy po raz pierwszy na przedstawieniu 
w teatrze. To co śpiewałeś było prawdą. 

A tu Hos somos mas w parku. Zawsze
mnie tak pieściłeś. A ten obrót był świetny.

Uratowałeś mnie w kłopotach. Pierwszy raz
się odezwałeś i pokazałeś co czujesz.

 To co śpiewałam było czymś magicznym, ale
nie mogłam z tobą być. A gdy już jesteśmy razem, ty odchodzisz.

Na naszej ławce. Tylko na naszej. Tam gdzie
sie pocałowaliśmy po raz pierwszy. 

Pocałunek po którym wszystko się zmieniło.
Kocham cię.

Naprawdę? Tylko to mi po tobie zostało... Zostawiłeś moje serce na uboczu, poza twoim zasięgiem. Wracasz do rodziny? Nie wiem, dlaczego nie było o tym mowy wcześniej. Bym wiedziała czego się spodziewać, i szukałabym sobie kogoś innego, ale teraz, gdy cię pokochałam, ty.. zmieniasz swoje życie, a ja? Ja nie mam życia, bez ciebie. Bez ciebie nic nie jest możliwe. Kocham cię, jak dziewczyna chłopaka. Jesteś skarbem, którego potrzebuję. 
- Kocham cię. Nigdy cię nie zostawię. - mówił ostatniej nocy, chłopak. 
- Ja też cię kocham. Mam cię w moim sercu, kochanie.- odparłam z miłością. Byłam zadowolona, bo kochałam go, a on mnie. Byliśmy jak dwie zgrane gwiazdy, które mimo przeszkód i tak są obok siebie. Które mimo utrudnień, i tak się lubią i są przy sobie. Szłam wolnymi krokami w kierunku domu. Nie wiedziałam co teraz będzie. Chciałabym go przytulić i móc go namówić aby nie wyjeżdżał. To wszystko wydaję się zbyt skomplikowane. On powinien zostać. Nie wiem czy po tym co mi zrobił, te uczucia powrócą. Kochałam cię, jak anioł. Byłeś aniołem zesłanym z nieba. 

"Bo ja cię kocham, wciąż kocham, jak dawniej, 
i choć mi z oczu spłynie łza, 
życzę ci szczęścia, naprawdę, 
życzę ci szczęścia, żeby cię w życiu ktoś kochał..
jak ja, jak ja, jak ja, jak ja." 

Byłeś pierwszym chłopakiem na poważnie. A teraz zostawiasz mnie w zupełnej samotności, bez wyjaśnień, i z wyrzutami, że pozwoliłam ci odejść. Każdy twój uśmiech, twoje słowo było dla mnie szczęściem. Myślałam, że razem będziemy szczęśliwi. Życzę ci szczęścia, abyś spotkał kogoś kto będzie cię kochał tak mocno jak ja. Płacz. Łzy w oczach. I oczy ze łzami. Po co to było? Tylko podle zraniłeś moje serce.. Nie wiem czy powrócą nasze dawne marzenia, i sny. Byłeś moim jedynym skarbem. Chciałabym teraz usłyszeć twój głos, jak mówisz, że kochasz mnie. Że zawsze już będziemy razem. Że nasze ciała złączą się, i nigdy nie rozstaną. Jeśli wyjedziesz, chcę żebyś był szczęśliwy. Jeśli ułożysz sobie życie, ja się nie zezłoszczę. Kocham cię. Prędzej czy później, wrócisz, a ja namiętnie pocałuję twoje usta. Twoje usta które czasem wydają się iluzją. Bo teraz już jesteś iluzją. Znikasz. Pojawiasz się i znikasz. Tak jak wyobraźnia. Chwilę widzisz coś niemożliwego, czujesz coś co nie może się dziać. Ale potem.. to znika. To szczęście, i uczucie. Mogę przelać na ciebie sto łez, ale chcę żebyś był szczęśliwy. Bo moim marzeniem jest to, abyś już nigdy nie cierpiał. 
- Kocham Cię. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

A więc, tak się prezentuję, pierwsza część OS. 
Słuchałam pisząc go, pewnej piosenki, która
zawsze mnie wzrusza. Przeżywam, teraz takie
dni, że... takie OS są jedynym rozwiązaniem na 
zapomnienie o tym wszystkim. Dziś
nie wymagam wiele.
2-3 komenty= 2 część OS.
Narq <3
Piszcie śmiało komentarze :)
/ Marliven :c

niedziela, 23 marca 2014

Rozdział 4

Violetta
Całowaliśmy się z Leonem jeszcze chwilę, a po niej oderwaliśmy się od siebie.
- Jak jeden człowiek mógł tak zmienić moje życie w ciągu jednego dnia? - pomyślałam i uśmiechnęła się do siebie.
- O Tobie mógłbym powiedzieć to samo - odpowiedział mi Leon i oparł swoje czoło o moje, a następnie spojrzał mi w oczy i posłał uśmiech.
- Czy ja to powiedziałam na głos? - szepnęłam, a na moich policzkach pojawiły się rumieńce. Spuściłam głowę. Leon dotknął mojego podbródka i podniósł ją do góry.
- Tak kochanie - zaśmiał się lekko. - Ale to było słodkie - dopowiedział, a ja zarumieniłam się nigdy bardziej. Odsunęłam się od niego trochę i chwyciłam jego dłoń. Pociągnęłam go w stronę łóżka, obróciłam twarz w jego stronę i spojrzałam mu w oczy.
- Wiesz, że nigdy się nie rumienię? - spytałam Leosia.
- A to przed chwi... - przerwałam mu.
- Nigdy wcześniej, a jak już to baaaardzooo rzadko - zaakcentowałam jedno ze słów.
- To niemożliwe - zaśmiał się Leon.
- Ale to prawda! - Również się zaśmiałam. - A wiesz czemu? - pokiwał przecząco głową. - Bo to Ty tak na mnie działasz - powiedziałam i spuściłam głowę, bo znowu zaczynałam się rumienić. 
- Vilu... - Podniósł dłonią mój podbródek. - Muszę Ci coś powiedzieć... Wiesz... Nie sądziłem, ze kiedyś się zakocham... Przeciwnie, twierdziłem, że nigdy, ale to przenigdy bym się nie zakochał..
- Naprawdę? - nie dowierzałam w  to co mówi chłopak. Byłam trochę smutna, ale Leon chyba to dostrzegł. 
- Ale... Ty  mnie zmieniłaś.. I pomyśl kochana wystarczył jeden dzień - posłał mi słodki uśmiech, który ja odwzajemniałam. Położyłam się na łóżku. 
- Chodź do mnie - szepnęłam, a chłopak momentalnie wykonał moją prośbę. Po chwili czułam, że jego silne ramiona obejmują moje kruche ciało. - Leon.. - spojrzałam na chłopak, a on na mnie.
- Tak kochanie? - spytał mnie.
- Bardzo Cię kocham, naprawdę bardzo mocno. Jesteś moim światem, moim tlenem, jesteś wszystkim, częścią mnie.. - powiedziałam patrząc mu prosto w oczy. 
- Też Cię kocham i też bardzo mocno. Jesteśmy bratnimi duszami i wreszcie się odnaleźliśmy - odpowiedział mi i przyciągnął do siebie jeszcze mocniej, a ja się do niego wtuliłam. Czułam jak szybko bije mu serce, czułam jego oddech, czułam ciepło i bezpieczeństwo. Szczęśliwa, że znalazłam swoją drugą połówkę, rozmyślając o dzisiejszym dniu, zasnęłam w ramionach ukochanego.


Federico
Siedzę i oglądam film. A obok mnie Ludmiła. Piękne oczy, usta... włosy.. i zarumienione dołeczki. Ona jest taka skromna i.. taka.. nie umiem opisać. Nie jest sztuczna jak inne dziewczyny. Ma to coś w
sobie. Coś co mnie do niej ciągnie. 
- Wiesz o czym zawsze marzyłam?- szepnęła delikatnym głosem- O tym aby już dłużej nie śnić o miłości. Tylko aby była to rzeczywistość. Prawdziwa, szczera miłość. 
- I pocałunek? Pogłębiony z każdą chwilą...
- Dokładnie. Ty chyba już wiesz czego pragnę..- uśmiechnęła się, rumieniąc swoje policzki.
Zbliżyłem się do niej, i nasze usta złączyły się. To było coś magicznego. Coś czego jeszcze nie doznałem. Pogłębialiśmy pocałunek coraz bardziej, ale ona nagle odsunęła się i wstała.
- To zaszło za daleko- powiedziała z powagą.
- Wcale że nie. Nie uważaj tego pocałunku, za jakiś związek małżeński. To jeden z moich gestów.- powiedziałem delikatnie próbując jej równocześnie nie zdenerwować.
- Każdy chłopak, uważa to za gest!- wykrzyczała mi to prosto w twarz- A tak naprawdę po minucie lądujemy w łóżku! Nie jestem naiwna. Nie dam się wykorzystać.
- Co ty w ogóle do mnie mówisz?- zapytałem z ostrożnością.
- Mówię to co myślę...- warknęła, i zatrzymała się przy drzwiach- Wiesz co? Jesteś tacy jak inni. Można by cię znać minutę, a ty przelecisz każdą.
- Byś mogła pomyśleć logicznie. Po co miałbym to robić? Pocałowałem cię, bo się zakochałem. Wiem, że to nie jest normalne, ale tak jest. I wiem, że ty czujesz podobnie.
- Wcale, że nie.- prychnęła.- Nie mam zamiaru już prowadzić tej rozmowy.
- Nie! Poczekaj..- złapałem ją za rękę.- Zostań ze mną.
Czekałem na odpowiedź z jej strony, ale ona podeszła do mnie i pogłaskała po policzku.
- Wiesz co... nie myliłam się co do ciebie...- uśmiechnęła się szyderczo..- że jesteś zwykłym dupkiem- dała mi z liścia- Jesteś zwykłą świnią.
Powiedziała to i wyszła. Zabolało mnie to co mówiła. Nie wiem co jej się stało.. Tego wieczoru, było tak cudownie, ale przysięgam, że nie chodzi mi tylko o "to". Nie jestem taki, jak inni. Po prostu nie jestem, i tyle. Jutro spróbuję znaleźć jej adres, i porozmawiać...
***
-Fede!!- krzyczała do mnie Ludmiła- Obudź się..- cmoknęła mnie w policzek.
- O jezu!- otrząsnąłem się.- A ty nie poszłaś do domu?
- O co ci chodzi? Coś się stało?
- A nicc..- powiedziałem rozchmurzony- Nieważne.
To był tylko sen- odetchnąłem. Na myśl, że to było rzeczywistością, ciarki przechodziły mi po plecach. Objąłem Ludmiłę ramieniem, a ona wtuliła się we mnie. Oglądaliśmy jeszcze chwilę film, gdy poczułem, że moje powieki się zamykają i odpływam do krainy Morfeusza...

*Następnego dnia*
Violetta
Obudziłam się i od razu zorientowałam, że coś jest nie tak. Podniosłam głowę i ujrzałam JEGO. Tego człowiek, który zmienił moje życie, dzięki któremu moje życie nabrało barw. Postanowiłam go obudzić.
- Leoś.. Wstawaj... Śpioszku... Kochanie... - szeptałam mu na ucho. 
- Jeszcze 5 minut mamo - powiedział i odwrócił się na drugi bok. Co on sobie wyobraża?! Usiadłam na Leośku okrakiem i przybliżyłam się do jego ust. Złożyłam na nich namiętny pocałunek. Leoś początkowo nadal spał, ale po chwili poczułam jak jego ręce, które znajdowały się na mojej talii przyciągają mnie do chłopaka, a on oddaje pocałunek. Niechętnie oderwałam się od niego po chwili, a on otworzył oczy. 
- Mógłbym mieć taki pobudki codziennie - rozmarzył się i uśmiechnął uwodzicielsko.
- A jak mogłabym Cię tak budzić - odwzajemniłam uśmiech. - Ale cóż nie mieszkamy razem - powiedziałam i zeszłam z Leona, a następnie z łóżka. Wzięłam z szafki ubrania i poszłam do łazienki. Zmieniłam bieliznę i ubrałam się, a następnie wróciłam do Leona. 
- A chciałabyś? - spytał z nadzieją, gdy wróciłam i podniósł się do pozycji siedzącej.
- Jasne, że tak wariacie, ale... - oczywiście nie mogłam skończyć.
- Ale co? - spytał szybko.
- Ale znam Cię dopiero jeden dzień, no z dzisiejszym to dwa, ale to i tak za mało - zaśmiałam się i wystawiłam mu język. 
- Ech... A już myślałem... - zaczął marudzić.
- Tak wiem, wiem Ty mój słodki napaleńcu. A mnie chyba dzisiaj nie będzie caaaały dzień - udałam smutną.
- Co? Czemu? Jak to? - od razu wstał gwałtownie z łóżka.
- No bo wiesz... Idę na zakupy i takie tam. Może pójdę gdzieś z Diego. - postanowiłam go wkręcić.
- Kto to Diego? - widziałam, że już jest zły i zazdrosny. 
- Kooolegaaa - robiłam mu na złość.
- Nigdzie nie idziesz - powiedział ostro i chłodno. Och był taki słodki, jako zazdrośniczek. 
- Ale Leoś czemu? - podeszłam do niego i pocałowałam wodząc ręką po jego torsie. 
- Bo nie. Nie puszczę Cię z żadnym kolegą i tyle - powiedział akcentując jedno słowo, jednocześnie będąc oszołomiony tym co zrobiłam. 
- Kocham Cię wiesz? - zaśmiałam się.
-Ale co? Nie rozumiem... To znaczy ja Ciebie też, ale... - nie dałam mu skończyć. 
- Oj skarbie wkręciłam Cię - wystawiłam mu język. - Chciałam sprawdzić Twoją reakcję. - zaśmiałam się. 
- Co? No jak mogłaś! Chodź to i to zaraz! Ja Ci dam! - powiedział i zaczął mnie gonić, a ja zaczęłam uciekać. Wybiegłam z pokoju i zaczęłam zbiegać po schodach. Biegłam w stronę salonu, co chwila się oglądając. Nagle wpadłam na kogoś i razem z tą osobą przewróciłam się na kanapę...

Leon
Kto by pomyślał, że taka mała istota, a taka przebiegła. Ale nie żeby coś, podoba mi się to! Z chwili na chwilę coraz bardziej się w niej zakochuję. Ale nic muszę ją przecież złapać! Zbiegałem właśnie po schodach, gdy zauważyłem, że Violetta wpada na kogoś i przewraca się z tą osobą na łózko. Była to kobieta około 40 lat ubrana elegancko, ale ładnie. Violetta szybko podniosła się z kanapy i podała starszej  oszołomionej kobiecie swoją dłoń. 
- Przepraszam mamo... - wyszeptała Violetta i spuściła głowę, gdy kobieta stała już na własnych nogach. No tak! To jej mama... Że też sam na to nie wpadłem.. Stuknąłem się dłonią w czoło i po chwili poczułem na sobie wzrok Violetty i jej matki. Speszony podniosłem głowę w górę.
- A ten młodzieniec to kto? - spytała matka Violetty. Ciekawe co ona odpowie.
- Mamo... - zaczęła niepewnie i podeszła do mnie z wahaniem. Ja objąłem ja ramieniem. - To Leon.
- Miło mi Panią poznać - dopowiedziałem szybko. Nie powiem.. Nieźle się stresowałem.
- Mnie również - powiedziała kobieta z uśmiechem i skierowała wzrok na Violę.
- I Leon to? - dopytywała.
- Leon to... - Violetta była bardzo zestresowana. Przyciągnąłem ją mocniej do siebie, by dodać jej trochę pewności. Wzięła głęboki wdech i wydech. - Leon to mój chłopak.. - powiedział cicho i spuściła głowę.
- Co? - spytała kobieta.
- Leon to mój chłopak - powiedziała Violetta już pewniej podnosząc głowę. Nie spodziewałem się reakcji jej mamy. Podeszła do Violetty i ją wyściskała.
- Jestem szczęśliwa córeczko! Już myślałam, że nigdy nie znajdziesz sobie nowego chłopaka! - krzyczała z entuzjazmem, a Violetta spuściła głowę, ponieważ na jej twarz wkroczyły słodkie rumieńce. Po chwili mama Violi przytuliła mnie. - Dobrze, że się zjawiłeś Leonie. - Posłała mi oczko.
- Też się cieszę  - odpowiedziałem i się uśmiechnąłem.
- A mogę wiedzieć od kiedy jesteście razem? - po raz kolejny mama Violi zadała pytanie. My z moją dziewczyną spojrzeliśmy na siebie z lekkim przerażeniem. Po chwili w oczach Violi wyczytałem, że już wie co powiedzieć.
- Mamo - zaczęła patrząc na mnie, lecz po chwili odwróciła swój wzrok. - A czy to ważne? Jesteśmy szczęśliwi i to się liczy - znów spojrzała na mnie, a na jej twarzy malował się wielki uśmiech.
- Macie rację. Idę do siebie. Violu jakby coś to wiesz gdzie mnie szukać. Pa Leon - powiedziała radośnie i poszła. Gdy zamknęła za sobą drzwi do swojego pokoju, Violetta rzuciła mi się na szyję.
- Nawet nie wiesz jak Cię kocham - wyszeptała mi do ucha, a ja tylko mocniej ją do siebie przycisnąłem.
- Ja Ciebie też skarbie - odpowiedziałem jej szczerze.
- Wiesz nie wierzę w reakcję mojej mamy - zaśmiała się. - Myślałem, że będzie zła, ale... Jak widać Twój urok zadziałał również na nią - uśmiechnęła się zalotnie.
- Urok? - spytałem z niedowierzaniem.
- Uhmm... - przytaknęła mi.
- Jaki urok kochanie? - chciałem wiedzieć o co jej chodzi.
- Hmmm... Wynika z niego wiele.. - musiałem jej przerwać.
- A na przykład co? - spytałem szybko.
- A na przykład to, że JA mam ochotę cały czas Cię całować - zaśmiała się, akcentując słowa "JA".
- Naprawdę? - To był punkt dla mnie.
- Tak misiu - powiedziało słodko. Nie mogłem się już dłużej jej oprzeć. Wcześniej nie zwróciłem tak dokładnej uwagi na jej strój, ale teraz... Po raz kolejny wyglądała rak seksownie, pociągająco... Jak takie słodkie, czekoladowe ciasteczko do schrupania tylko dla mnie... Te jej piękne rozpuszczone, długie włosy... I do tego te jej piękne malinowe usta... Ach... Nie wytrzymałem i czym prędzej wpiłem się w jej usta. Całowaliśmy się długo i namiętnie, aż nagle Violetta oderwała się ode mnie.
- Zaczekaj - powiedziała i pobiegła do swojego pokoju, a ja czekałem na nią w salonie. Ale co mi tam... Na taką dziewczynę mógłbym czekać wiekami.. Chociaż nie.. Umarłbym z tęsknoty. Tak bardzo ją kocham.. Dopiero teraz zrozumiałem czym jest prawdziwa miłość. Jaki to wielki dar... Moje serce teraz jest szczęśliwe, gdy widzę Violetta, chce wyrwać się z mojej piersi i lecieć do niej. To coś magicznego i chcę by ta magia trwała już na zawsze. Siedziałem tak i rozmyślałem, gdy nagle usłyszałem przeraźliwy krzyk Violetty..
- Pomocy! Pomoc.. - nie skończyła, a jej krzyki ustały. Zerwałem się z fotela.
- Violetta! Violetta! Co się dzieje?! Gdzie jesteś?! - krzyczałem rozpaczliwie, lecz nie otrzymałem odpowiedzi. Bałem się jak cholera. Bałem się, że miłości mojego życia mogło coś się stać...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hej, hej, czołem!
Witamy Was kolejnym rozdziałem xD
Taka dramatyczna końcówka ;)
Przeżyjecie xD
Next? Nie mamy pojęcia kiedy xD
I znowu to "xD" -_-
No nic ;D
W każdym razie mamy nadzieję, że się Wam podoba ;*
Prosimy o KOMENTARZE :D
Ostatnie było 5, więc teraz TO SAMO xD
Tak, jesteśmy zue  <3
Prosimy Was POLECAJCIE NASZEGO BLOGA! <3
To dla nas naprawdę ważne i wszystkim
za to dziękujemy z całego serca ;*
Tak więc to chyba na tyle xD
Zaglądajcie do bohaterów ;)
Całujemy ;*
Czekajcie na nexta <3
/Katarina i Marliven
P.S. Chcecie żebyśmy dawały tytuły rozdziałów? *-*
I chcecie żebyśmy pisały większą ilością postaci? ^-^